300 godzin autobusowej normy Ukraińców Wojciech Karpieszuk, Krzysztof Śmietana 2008-05-14 19:54:26 Pracujemy ponad siły, czasem po 16 godzin dziennie - skarżą się ukraińscy kierowcy zwerbowani do pracy w warszawskich autobusach. We wtorek powiedzieli dość. Część z nich w proteście nie wyjechała z zajezdni
Rozmawialiśmy z kilkoma Ukraińcami, którzy są kierowcami miejskich autobusów w Warszawie. Czują się wykorzystywani, opowiadali, że firma, która ich zatrudnia, zatrzymuje im paszporty, by nie mogli nagle odejść. W końcu odważyli się na protest.
Rano na ulice nie wyjechały 32 autobusy z logo grodziskiego PKS-u. To jedna z trzech firm, które oprócz Miejskich Zakładów Autobusowych wożą warszawiaków na podstawie umowy z Zarządem Transportu Miejskiego. Pracuje w niej przynajmniej kilkudziesięciu Ukraińców. Zaprotestowała część z nich oraz niewielka grupa polskich kierowców.
Przez blisko dwie godziny w niektórych rejonach miasta panowało spore zamieszanie. - Najgorzej mieli pasażerowie, do których dojeżdża tylko jedna linia. Tak było np. na trasie 142 z Aleksandrowa do ronda Wiatraczna - mówi Andrzej Franków, wicedyrektor ZTM. Autobusów brakowało też na trasach linii 120, 160, 166 czy 717. - Zostaliśmy zaskoczeni. Poprosiliśmy o pomoc MZA. Rano wypuścili dodatkowo 22 autobusy. Po południu PKS Grodzisk znalazł zastępczych kierowców i wrócił na ulice - opowiada dyr. Franków. Dodaje jednak, że przewoźnik z Grodziska nie dostanie pieniędzy za niezrealizowane kursy, a ZTM naliczy mu karę. Pod koniec miesiąca okaże się, jak będzie wysoka.
Normy i kary
Kierowcy z Ukrainy mówią, że norma dla nich to 300 godzin za kierownicą w miesiącu. Rekordziści przejeżdżają nawet ok. 360. Za morderczą pracę dostają, jak twierdzą, ok. 2,5 tys. zł na rękę. Ale żalą się, że firma potrąca im z pensji kilkaset złotych za przekroczenie norm paliwowych - ok. 40 litrów na 100 km. Kierowcy mówią, że w korkach muszą spalać więcej.
Leszek Grzechnik, szef "Solidarności" w MZA: - Jeśli jakiś kierowca pracuje ponad 300 godzin miesięcznie, to jest łamane prawo. Dziennie za kierownicą można spędzić najwyżej 10 godzin. W tygodniu trzeba mieć przynajmniej dwa dni wolne. Tygodniowo średnio można zaś pracować 48 godzin. Zatem w miesiącu najwyżej ok. 200. Kierowcy w MZA średnio pracują między 150 a 180 godzin.
Grzechnik zauważa jednak, że trudno jest skontrolować czas pracy kierowców miejskich autobusów. Nie ma tu tachografów używanych w ciężarówkach.
Jest już kontrola
O wykorzystywaniu kierowców w PKS Grodzisk Maz. słyszeli też pracownicy MZA, którym skarżyli się Ukraińcy. Podobne informacje usłyszeliśmy niezależnie od kilku osób. Wieści o nieprawidłowościach w grodziskiej firmie dotarły do Inspekcji Transportu Drogowego, która kontroluje przewoźników. - Prowadzimy postępowanie. Efekt kontroli będzie znany za trzy tygodnie. Jeśli zarzuty by się potwierdziły, przewoźnikowi grozi do 30 tys. zł kary - mówi Sławomir Wołkowicz, zastępca wojewódzkiego inspektora transportu drogowego.
Urzędnicy ZTM twierdzą zaś, że nic nie słyszeli o tym, by kierowcy pracowali ponad normę. Tymczasem dyspozytorzy z MZA, którzy kontrolują ruch na niektórych pętlach mówią, że wielokrotnie interweniowali u zwierzchników w sprawie przemęczonych Ukraińców.
Niewykluczone, że są już pierwsze skutki przepracowania szoferów z tej firmy. 24 kwietnia Scania linii 505 grodziskiego PKS-u uderzyła w al. Lotników w drzewo, które zerwało linię energetyczną. Pięciu pasażerów zostało poszkodowanych. Według wstępnych ustaleń straży pożarnej przyczyną było zasłabnięcie kierowcy. Sprawę bada policja.
Protestujący negocjują
Prezes PKS Grodzisk Maz. Zenon Marek wczoraj przyjechał na rozmowy z protestującymi pracownikami do zajezdni przy Klementowickiej na Targówku. Według naszych informatorów Ukraińcy uzyskali obietnicę zwrotu pieniędzy potrąconych za przekroczenie norm paliwowych.
W rozmowie z "Gazetą" prezes nie zaprzeczył, że kierowcy mogą przejeżdżać 300 godzin w miesiącu. Uważa jednak, że takie sytuacje są sporadyczne. - Na pewno nikt nie jeździł 16 godzin na dobę, bo prawo mówi, że więcej jak 10 nie wolno - przekonywał.
Nie chciał zdradzić, ile zarabiają Ukraińcy i jak naliczana jest uznaniowa premia (kierowcy także skarżą się na jej niejasne zasady). Przyznał, że polscy szoferzy zarabiają więcej, bo są jego zdaniem lepiej wyszkoleni. Prezes zaprzecza, jakoby firma zatrzymywała komuś paszporty. - Tego nie robimy - zapewniał. - Jeżeli ktoś chce wrócić na Ukrainę, to nie trzymamy go siłą.
Kierowców w Warszawie brakuje od dawna. Szczególnie dotkliwie w ostatnich latach, gdy wielu Polaków emigruje do Anglii i Irlandii. Nie pomagają plakaty z ofertami pracy rozlepione w autobusach, braków nie załatała specjalna kampania skierowana do kobiet.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
|